GSMP Tor Kielce 2026. Mocne otwarcie sezonu, szybkie tempo i wymagająca trasa
Początek maja w Miedzianej Górze tradycyjnie oznacza jedno. Na Torze Kielce ruszył nowy sezon Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. W dniach 1 i 2 maja rozegrano dwie pierwsze rundy cyklu, które od samego początku przyniosły ogromne emocje, bardzo wysokie tempo i wydarzenia, które na długo zostaną w pamięci zawodników oraz kibiców.
Pierwszy dzień zawodów przebiegał pod wyraźną kontrolą Sebastiana Steca w Fordzie Fiesta, który od początku prezentował bardzo wysokie tempo. Ostatecznie zwyciężył z czasem 2:54,084 i jako jedyny wyraźnie odskoczył rywalom. Na drugim miejscu uplasował się Maciej Kornaś w Toyocie GR Yaris, który jako jedyny zdołał zbliżyć się do granicy trzech minut. Trzeci czas uzyskał Michał Słaby w Skodzie Fabii R5, a tuż za podium znalazł się Szymon Bryk w Toyocie GR Yaris. W czołówce liczył się również Jędrzej Szczęsniak w Lamborghini Huracan 7 Motorsport, który zakończył dzień na piątej pozycji.
Pierwsza runda nie obyła się jednak bez poważnych wydarzeń. W trakcie rywalizacji doszło do wypadku Grzegorza Rożalskiego w Mitsubishi Lancerze Evo IX, który zakończył jego udział w zawodach. Zdarzenie było jednym z najbardziej dramatycznych momentów dnia i przypomniało, jak wymagająca jest trasa w Kielcach.
Rywalizacja w poszczególnych grupach podczas rundy na Torze Kielce pokazała pełne spektrum tego, czym są wyścigi górskie. Od dominacji jednego zawodnika, przez pojedynki rozstrzygane o ułamki sekund, aż po walkę o utrzymanie równego tempa i czystego przejazdu.
W Grupie 2 od początku ton nadawał Maciej Kornaś w Toyocie GR Yaris. Jako jedyny zszedł poniżej trzech minut, uzyskując czas 2:59,613 i wyraźnie dystansując rywali. Za jego plecami Jakub Kozioł i Bartłomiej Madziara, obaj w Lamborghini Huracan ST Evo 2, stoczyli bardziej wyrównany pojedynek o drugie miejsce. Różnice między nimi były już znacznie mniejsze niż strata do lidera, co podkreśla skalę przewagi Kornasia. Kinga Serafin w Audi R8 LMS GT4 zamknęła stawkę, notując poprawny, równy przejazd, choć wyraźnie odstający tempem od czołówki.
Zupełnie inny charakter miała Grupa 3, gdzie walka o zwycięstwo była jedną z najbardziej zaciętych w całych zawodach. Michał Słaby w Skodzie Fabii R5 wygrał z czasem 3:00,956, ale jego przewaga nad Szymonem Brykiem w Toyocie GR Yaris wyniosła zaledwie ułamki sekundy. To był pojedynek, który rozstrzygał się do samej mety. Roman Baran w Mitsubishi Lancerze utrzymał trzecie miejsce z bezpieczną przewagą nad resztą stawki, podczas gdy dalsze pozycje, z Damianem Wirszewskim, Maciejem Hawro i Karolem Wróblem, pokazały wyraźny podział pomiędzy ścisłą czołówką a resztą grupy.
W Grupie 4 kibice byli świadkami jednego z najbardziej wyrównanych pojedynków weekendu. Karol Piekara w Cuprze Leon TCR KMS pokonał Krystiana Kubatego w Renault Clio RS Trophy o zaledwie pół sekundy. Obaj jechali niemal identycznym tempem, a o zwycięstwie zdecydowały detale. Marcin Wesołowski w Peugeocie 106 Maxi Evo II nie był w stanie włączyć się do tej walki, ale pewnie dowiózł trzecie miejsce, tworząc wyraźny podział w tej grupie.
Grupa 5 przyniosła ponownie bardziej czytelny układ sił. Adrian Bęben w Hondzie Evora ADS Motorsport wyraźnie odjechał rywalom i zbudował komfortową przewagę. Za nim Krzysztof Mikołajczyk w Hondzie Integra Type R oraz Piotr Kuriata w Hondzie CRX rywalizowali o kolejne miejsca, choć różnice czasowe pokazywały, że walka o zwycięstwo była poza ich zasięgiem. Dalsza część stawki jechała już wyraźnie wolniej, koncentrując się przede wszystkim na równym tempie.
Jedną z najbardziej wyrównanych grup była Grupa 6. Wiktor Bieniek w Hondzie Civic wygrał z czasem 3:16,154, ale jego przewaga nad Robertem Twardowskim i Krzysztofem Bielem była niewielka. Cała trójka prezentowała bardzo zbliżony poziom, a różnice były na tyle małe, że każdy drobny błąd mógł zmienić kolejność na podium. Również środek stawki był niezwykle ciasny, co tylko potwierdza, jak wysoki i wyrównany był poziom tej grupy.
Wśród samochodów historycznych szczególnie interesująco wyglądała rywalizacja w HS6. Marcin Przybyszewski w Hondzie Integra zwyciężył dzięki bardzo równej jeździe, ale Janusz Jania w Hondzie Integra Type R tracił do niego niespełna dwie sekundy, utrzymując presję do samego końca. Dalej pojawił się już wyraźny dystans, choć pojedynki w środku stawki, jak choćby między Antonim Cybulko a Adamem Gładyszem, pokazały, że emocji nie brakowało również poza podium.
W HS4 kluczowa była precyzja i powtarzalność. Daniel Rosiek w Oplu Astra GSI wykorzystał to najlepiej i sięgnął po zwycięstwo, ale za nim różnice były minimalne. Maksymilian Kowal, Piotr Sikorski i Wojciech Bełtowski jechali bardzo blisko siebie, a niewielkie straty sprawiły, że walka o podium była niezwykle zacięta. W tej grupie każdy błąd natychmiast kosztował pozycję.
Kategorie HS3 i HS2 miały bardziej kameralny charakter. W HS3 jedynym zawodnikiem był Grzegorz Wozowicz w Fordzie Escort MKII, który skoncentrował się na czystym przejeździe i walce z trasą. Podobnie wyglądała sytuacja w HS2, gdzie Jan Kościuszko w BMW 2002 samotnie zmierzył się z wymagającą trasą, udowadniając, że nawet bez bezpośrednich rywali wyścig górski pozostaje wymagającym sprawdzianem koncentracji i techniki.
Drugi dzień rywalizacji ponownie należał do Sebastiana Steca w Fordzie Fiesta, który pojechał jeszcze szybciej i uzyskał najlepszy czas całego weekendu: 2:53,058. Największą poprawę względem pierwszej rundy zanotował Jędrzej Szczęsniak w Lamborghini Huracan 7 Motorsport. Po piątym miejscu w piątek, w sobotę awansował na drugą pozycję, uzyskując czas 2:56,070.
Stabilną i równą formę przez cały weekend prezentował Michał Słaby w Skodzie Fabii R5, który ponownie zakończył rywalizację na trzecim miejscu. Tuż za nim uplasował się Szymon Bryk w Toyocie GR Yaris, który drugi raz z rzędu znalazł się tuż za podium.
W drugiej rundzie do czołówki mocniej zbliżył się także Bartłomiej Madziara w Lamborghini Huracan ST Evo 2, kończąc zawody na piątej pozycji. Dobrą jazdę zaprezentowali Adrian Bęben w Hondzie Evora ADS Motorsport oraz Damian Wirszewski w BMW 30, którzy utrzymywali solidne tempo i znaleźli się w ścisłej czołówce.
Druga runda przyniosła także kolejny groźny incydent. W trakcie zawodów wypadek zaliczył Jakub Kozioł w Lamborghini Huracan ST Evo 2, który po dobrym wyniku pierwszego dnia nie ukończył rywalizacji w sobotę.
Największą zmianę w czołówce przyniósł występ Jędrzej Szczęsniak w Lamborghini Huracan 7 Motorsport. Po piątym miejscu w pierwszej rundzie, w sobotę wskoczył na drugą pozycję z czasem 2:56,070. To był wyraźny krok naprzód i sygnał, że tempo Lamborghini może stanowić realne zagrożenie w kolejnych rundach.
Stabilność potwierdził Michał Słaby w Skodzie Fabii R5, który po trzecim miejscu w pierwszej rundzie ponownie zakończył rywalizację na podium z czasem 2:58,920. Podobnie wyglądała sytuacja Szymon Bryk, który znów był bardzo blisko czołowej trójki i ukończył rundę na czwartej pozycji z wynikiem 2:59,357.
W porównaniu do pierwszego dnia poprawił się również Bartłomiej Madziara w Lamborghini Huracan ST Evo 2. Po ósmym miejscu w pierwszej rundzie, w drugiej awansował na piątą pozycję, uzyskując czas 3:04,716. Był to jeden z wyraźniejszych progresów w czołówce.
W Grupie 2 układ sił uległ zmianie względem pierwszej rundy. W piątek dominował Maciej Kornaś, natomiast w drugiej rundzie nie pojawił się w czołówce, co otworzyło drogę dla innych zawodników. Bartłomiej Madziara był najwyżej sklasyfikowanym przedstawicielem tej grupy, potwierdzając poprawę formy.
Grupa 3 ponownie dostarczyła bardzo wyrównanej rywalizacji, choć tym razem różnice w klasyfikacji generalnej były bardziej widoczne. Michał Słaby utrzymał wysoką formę, a Szymon Bryk ponownie był bardzo blisko, co potwierdza ich równą dyspozycję na przestrzeni całego weekendu. Z kolei Roman Baran, który w pierwszej rundzie był trzeci w swojej grupie, w drugiej nie był już w stanie utrzymać miejsca w czołówce klasyfikacji generalnej, kończąc rywalizację z czasem 3:52,693.
W Grupie 4 ponownie kluczową rolę odegrali Karol Piekara i Krystian Kubaty. Po niezwykle wyrównanej walce w pierwszej rundzie, w drugiej rundzie również utrzymali bardzo zbliżone tempo, zajmując miejsca w środku pierwszej dziesiątki klasyfikacji generalnej. Ich czasy 3:10,874 i 3:12,130 potwierdzają, że różnice nadal były minimalne.
W Grupie 5 ponownie bardzo mocny był Adrian Bęben, który utrzymał wysoką pozycję i uzyskał czas 3:07,824. Za nim uplasował się Krzysztof Mikołajczyk z wynikiem 3:12,474, co pokazuje, że układ tej grupy pozostał bardzo podobny do pierwszej rundy.
Grupa 6 ponownie należała do najbardziej wyrównanych. Wiktor Bieniek utrzymał bardzo wysokie tempo i znalazł się w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej z czasem 3:11,373. Tuż za nim uplasowali się Robert Twardowski oraz Krzysztof Biel, a różnice pomiędzy nimi ponownie były niewielkie.
Wśród samochodów historycznych w kategorii HS6 ponownie bardzo dobrze pojechał Marcin Przybyszewski, który uzyskał czas 3:22,618 i utrzymał pozycję lidera swojej kategorii. Za nim uplasował się Janusz Jania z wynikiem 3:25,265, a dalej Jacek Jaworski.
W kategorii HS4 sytuacja również była bardzo podobna do pierwszej rundy. Daniel Rosiek ponownie znalazł się w czołówce swojej klasy z czasem 3:32,493, a tuż za nim uplasował się Maksymilian Kowal. Blisko tej dwójki ponownie byli Piotr Sikorski oraz Wojciech Bełtowski. Jakub Zalega ukończył rundę z czasem 3:48,749, co było wynikiem nieco słabszym niż dzień wcześniej, ale nadal pozwoliło utrzymać miejsce w środku stawki swojej kategorii.
Kategorie HS3 i HS2 ponownie miały jednoosobową obsadę. Grzegorz Wozowicz w Fordzie Escort MKII oraz Jan Kościuszko w BMW 2002 skupiali się na czystych przejazdach i poprawie swoich wyników względem pierwszego dnia.
Druga runda w Kielcach pokazała, że sezon 2026 zapowiada się niezwykle dynamicznie. Część zawodników potwierdziła swoją dominację, inni wykonali wyraźny krok naprzód, a różnice pomiędzy nimi nadal pozostają minimalne. To właśnie ta nieprzewidywalność sprawia, że kolejne rundy zapowiadają się jeszcze ciekawiej.
Cały weekend w Kielcach pokazał, że sezon 2026 zapowiada się niezwykle interesująco. Tempo czołówki jest bardzo wysokie, różnice pomiędzy zawodnikami są niewielkie, a rywalizacja pozostaje otwarta. Jednocześnie wydarzenia na trasie przypomniały, że wyścigi górskie to nie tylko walka o sekundy, ale również sport, w którym kluczowe znaczenie ma precyzja i opanowanie.